Search
  • ewelinasobolewska

THE SMALLEST DESK EVER:)

Updated: Mar 26


Mostly I work from home, not counting the season, when we have a lot of trips because of our work. However, more or less from the second half of November to April we spend most of our time at home and working there, because during the year we are more occasional tenants here.


On the first floor of the house there is a nice space where we planned our home office. Previously, there were single replacement tables here until we thought about what we wanted. In the meantime, I searched a ton of inspiration on Pinterest, writing down variants that I liked, and then we decided what and how it should look and how it should be arranged. We could not buy a ready worktop, e.g. in Ikea, because the longest there is 4m long, and we needed 4.80 m and this subtle difference directed us to a carpenter who came here to measure everything. I drew zones: 2 zones where we can work and 1 on Mr. hobby Right.


And so: we needed one long table top, 2 containers - one with drawers for the most necessary things and the other for a desktop computer that is for special tasks. The monitors were to be placed on the desk so that we could work on double screens and to save eyes. In addition, a scanner and a printer.


While the design itself was not complicated, we "make our life harder" by choosing demolition wood from the old tracks as a countertop. Which required gluing, sanding and tons of other treatments I don't know about. This wood is very hard and we've found it by drilling holes for wires. We wanted containers from black MDF and this material is hard to the max as well.

The desk was measured in February. And "already" came to us in November. It was because our carpenter was a bit lost and we had to wait ... but it teaches patience.


Due to the trips, we didn't work much from home, but I was very distressed by the lack of my desk, where I didn't have to change everything every time, from the kitchen counter, from the table and from the couch - because at that time I was very creative when it came to about finding places to work.

And when the table top and everything else arrived - it was necessary to "bring" it upstairs. Fortunately, we have an open space and pulled him upstairs, because another form of maneuver was out of the question.

And as it was at the top - it turned out that you need to "stick" a little bit into the wall, because if the desk was even, then the walls were not necessarily. And considering the whole undertaking and the number of people involved in pulling this table top up, we decided that it is better to damage the wall than to take this table top to cut. Over the next few days, I organized wall sealing and now we live with an unpainted fragment, but I do not go about it, because then we would have to paint the wall at the height of the ground floor and first floor. And before that we need to fix the cracks on the wall and we want to make bookshelves there. So the plan is that it will happen at one time.

Finally, I organized drawers for what we really need. I searched the internet to find ready containers, compartments, or anything else, but it wasn't that easy.


So we made the compartments ourselves. I measured every drawer spreading all the things on paper and drawing places where the compartments were to be located. And later after cutting and gluing, I secured them with varnish and put them in drawers. And now when opening nothing and nothing moves. I lined the bottom of the drawers with a gray felt mat from Ikea so that you can see something in these black drawers. While I'm the biggest fan I know of black, it doesn't always work in storage places. Imagine a black wardrobe and black clothes inside. It's not easy to find something.





***

Pracuję głównie z domu nie licząc sezonu, kiedy dużo wyjeżdżamy ze względu na charakter naszej pracy. Natomiast mniej więcej od drugiej połowy listopada do kwietnia większość czasu spędzamy w domu i tam pracując, bo w trakcie roku jesteśmy tu bardziej lokatorami okazjonalnymi.


Na pierwszym piętrze domu jest fajna przestrzeń, w której zaplanowaliśmy nasze biuro domowe. Wcześniej stały tu pojedyncze stoły zastępcze, do momentu, kiedy obmyślimy co chcemy. Przeszukałam w międzyczasie tonę inspiracji na Pintereście zapisując warianty, które mi się podobały, a potem zdecydowaliśmy co i jak ma wyglądać i jak ma być rozmieszczone. Nie mogliśmy sami kupić gotowego blatu np. w Ikei, ponieważ tam najdłuższy ma 4m długości, a my potrzebowaliśmy 4,80 m i ta subtelna różnica skierowała nas do stolarza, który przyjechał tu wszystko wymierzyć. Rozrysowałam strefy: 2 strefy, gdzie my możemy pracować oraz 1 na hobby Mr. Right.


I tak: potrzebowaliśmy jeden długi blat, 2 kontenery – jeden z szufladami na najpotrzebniejsze rzeczy a drugi na komputer stacjonarny, który jest do zadań specjalnych. Na biurku miały stanąć monitory, tak abyśmy mogli pracować na podwójnych ekranach oraz żeby oszczędzić oczy. Dodatkowo skaner i drukarka.


O ile sam projekt nie był skomplikowany, to „lekko utrudniliśmy” go sobie wybierając na blat drewno rozbiórkowe ze starych torów. Co wymagało klejenia, szlifowania i jeszcze tony innych zabiegów, o których nie wiem. To drewno jest bardzo twarde i przekonaliśmy się o tym wiercąc dziury na przewody. Kontenery chcieliśmy z czarnego MDF-u i ten materiał jest twardy na maxa również.

Biurko zostało wymierzone w lutym. I „już” w listopadzie do nas trafiło. Wynikało to z tego, że nasz stolarz trochę przepadł i musieliśmy czekać…, ale to uczy cierpliwości.



Z racji wyjazdów niewiele pracowaliśmy z domu, ale mi doskwierał mocno brak swojego biurka, gdzie nie musiałam za każdym razem wszystkiego przekładać a to z blatu kuchennego, a to ze stołu, a to z kanapy – bo w tym czasie byłam bardzo kreatywna, jeśli chodzi o znajdowanie miejsc do pracy.

No i jak już przyjechał blat i cała reszta – to trzeba go było „tylko” wnieść na górę. Całe szczęście mamy otwartą przestrzeń i go wciągaliśmy na górę, bo inna forma manewru nie wchodziła w grę.

I jak już było na górze – to się okazało, że trzeba „trochę” się wkuć w ścianę, bo o ile biurko było równe, to ściany już niekoniecznie. I zważywszy na całość przedsięwzięcia i ilość osób zaangażowanych chociażby we wciągnięcie tego blatu na górę, uznaliśmy, że lepiej uszkodzić ścianę niż zabierać ten blat do docięcia. W ciągu następnych kilku dni zorganizowałam zaklejanie ściany i teraz żyjemy z niepomalowanym fragmentem, ale nie zabieram się za to, ponieważ wtedy musielibyśmy pomalować ścianę na wysokości parteru i piętra. A przedtem musimy naprawić pęknięcia na ścianie i chcemy zrobić tam półki na książki. Więc plan jest taki, że to się zadzieje w jednym momencie.

Na koniec organizowałam szuflady pod to, co realnie potrzebujemy. Przeszukałam internety, aby znaleźć gotowe pojemniki, przegródki, czy cokolwiek innego, ale to nie było takie proste.


Więc przegródki wykonaliśmy sami. Wymierzyłam każdą szufladę rozkładając na papierze wszystkie rzeczy i rysowałam miejsca, gdzie miały się znaleźć przegródki. I później po docięciu i sklejeniu zabezpieczyłam je lakierem i umieściłam w szufladach. I teraz przy otwieraniu nic a nic się nie przemieszcza. Dno szuflad wyłożyłam szarą matą filcową z Ikei, aby było coś widać w tych czarnych szufladach. O ile jestem największą fanką, jaką znam czarnego koloru, to nie zawsze w miejscach do przechowywania się sprawdza. Wyobraźcie sobie czarną szafę i czarne ubrania w środku. Nie łatwo jest coś znaleźć.

33 views