• ewelinasobolewska

NAJMNIEJSZE BIURKO ŚWIATA:)

Aktualizacja: cze 30




Pracuję głównie z domu nie licząc sezonu, kiedy dużo wyjeżdżamy ze względu na charakter naszej pracy. Natomiast mniej więcej od drugiej połowy listopada do kwietnia większość czasu spędzamy w domu i tam pracując, bo w trakcie roku jesteśmy tu bardziej lokatorami okazjonalnymi.


Na pierwszym piętrze domu jest fajna przestrzeń, w której zaplanowaliśmy nasze biuro domowe. Wcześniej stały tu pojedyncze stoły zastępcze, do momentu, kiedy obmyślimy co chcemy. Przeszukałam w międzyczasie tonę inspiracji na Pintereście zapisując warianty, które mi się podobały, a potem zdecydowaliśmy co i jak ma wyglądać i jak ma być rozmieszczone. Nie mogliśmy sami kupić gotowego blatu np. w Ikei, ponieważ tam najdłuższy ma 4m długości, a my potrzebowaliśmy 4,80 m i ta subtelna różnica skierowała nas do stolarza, który przyjechał tu wszystko wymierzyć. Rozrysowałam strefy: 2 strefy, gdzie my możemy pracować oraz 1 na hobby Mr. Right.


I tak: potrzebowaliśmy jeden długi blat, 2 kontenery – jeden z szufladami na najpotrzebniejsze rzeczy a drugi na komputer stacjonarny, który jest do zadań specjalnych. Na biurku miały stanąć monitory, tak abyśmy mogli pracować na podwójnych ekranach oraz żeby oszczędzić oczy. Dodatkowo skaner i drukarka.


O ile sam projekt nie był skomplikowany, to „lekko utrudniliśmy” go sobie wybierając na blat drewno rozbiórkowe ze starych torów. Co wymagało klejenia, szlifowania i jeszcze tony innych zabiegów, o których nie wiem. To drewno jest bardzo twarde i przekonaliśmy się o tym wiercąc dziury na przewody. Kontenery chcieliśmy z czarnego MDF-u i ten materiał jest twardy na maxa również.

Biurko zostało wymierzone w lutym. I „już” w listopadzie do nas trafiło. Wynikało to z tego, że nasz stolarz trochę przepadł i musieliśmy czekać…, ale to uczy cierpliwości.



Z racji wyjazdów niewiele pracowaliśmy z domu, ale mi doskwierał mocno brak swojego biurka, gdzie nie musiałam za każdym razem wszystkiego przekładać a to z blatu kuchennego, a to ze stołu, a to z kanapy – bo w tym czasie byłam bardzo kreatywna, jeśli chodzi o znajdowanie miejsc do pracy.

No i jak już przyjechał blat i cała reszta – to trzeba go było „tylko” wnieść na górę. Całe szczęście mamy otwartą przestrzeń i go wciągaliśmy na górę, bo inna forma manewru nie wchodziła w grę.

I jak już było na górze – to się okazało, że trzeba „trochę” się wkuć w ścianę, bo o ile biurko było równe, to ściany już niekoniecznie. I zważywszy na całość przedsięwzięcia i ilość osób zaangażowanych chociażby we wciągnięcie tego blatu na górę, uznaliśmy, że lepiej uszkodzić ścianę niż zabierać ten blat do docięcia. W ciągu następnych kilku dni zorganizowałam zaklejanie ściany i teraz żyjemy z niepomalowanym fragmentem, ale nie zabieram się za to, ponieważ wtedy musielibyśmy pomalować ścianę na wysokości parteru i piętra. A przedtem musimy naprawić pęknięcia na ścianie i chcemy zrobić tam półki na książki. Więc plan jest taki, że to się zadzieje w jednym momencie.

Na koniec organizowałam szuflady pod to, co realnie potrzebujemy. Przeszukałam internety, aby znaleźć gotowe pojemniki, przegródki, czy cokolwiek innego, ale to nie było takie proste.


Więc przegródki wykonaliśmy sami. Wymierzyłam każdą szufladę rozkładając na papierze wszystkie rzeczy i rysowałam miejsca, gdzie miały się znaleźć przegródki. I później po docięciu i sklejeniu zabezpieczyłam je lakierem i umieściłam w szufladach. I teraz przy otwieraniu nic a nic się nie przemieszcza. Dno szuflad wyłożyłam szarą matą filcową z Ikei, aby było coś widać w tych czarnych szufladach. O ile jestem największą fanką, jaką znam czarnego koloru, to nie zawsze w miejscach do przechowywania się sprawdza. Wyobraźcie sobie czarną szafę i czarne ubrania w środku. Nie łatwo jest coś znaleźć.


44 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie