Search
  • ewelinasobolewska

MINIMALISM AND SIMPLE LIFE ON MY OWN WAY.

Updated: Mar 26


Changes in my life led me to the path of minimalism and reorganization of many areas and spaces. I started with Katarzyna Kędzierska's book "WANT LESS" and read her blog regularly. Then came other positions of Marie Kondo, which helped organize further areas. Pinterest was and is a source of great inspiration for me. Anyway, I always liked to do it. I enjoyed the view in the wardrobe of things sorted by categories, colors, even the length of the sleeves of tops and dresses. I have always adapted systems to the things I have, for intuitive use.

When I was still working in a corporation - we organized meetings with the girls "Shaffing" - I set up a group on Facebook, added members, and each of us could publish there things that were supposed to find a second home. And I additionally organized meetings at home in the apartment. The girls arrived with bags of clothes. And they either exchanged or at a fixed price - they sold clothes. Some were social, but the very idea of ​​these meetings was very cool.


Then, piece by piece, I looked at the contents of drawers and wardrobes at home and got rid of things. I gave away some, I sold some, and I just discarded some. I realized that I had a lot of so-called "I will use that" - I will leave it because it WILL BE USE. In general, these things were of no use, and only took up space. Bags with clothes wandered to different places - I always tried to match things to the people I passed them to, and earlier I also asked if they would be useful.


When I decided to move from Łódź to Warsaw, packing all belongings in cardboard boxes, I looked through everything and checked with myself whether I want to use these things, if I still like them and I want them to stay with me. I sold some items using OLX, Vinted and sales between friends by adding ads on my FB profile. And those that did not belong to the group: you stay, I like you, I use - and they could not be sold - I gave away and disposed of.


I lived in different apartments and I always adapted them to my organizational and visual needs - of course, as much as possible, because I lived in rented apartments for a long time and I could not always afford everything.

But the flat in Łódź, which I rented from Dominika and Adrian, could basically be 100% customized - because they always said - do what you need, because we know it will be fun! And it gave incredible joy, because they really liked all the changes that I brought there.


From Lodz I went to Warsaw. There brilliant apartment Kasia and Łukasz. With the best restaurant in the building. Just. Breakfast even in the evenings :) The apartment had well-organized storage spaces, where I rearranged. We passed the couches, I arranged my decorations and flowers, I made a place to lie with books and then served as a home office.

I didn't own a car at that time. Moving to Warsaw, I increased my living costs without increasing my income. Then I faced my previous habits regarding buying and possessing. I started to define myself again. Facing other people's beliefs about me and that I should own a car. It was difficult, but at the same time liberating, because I stopped feeling duty. That I should have all these things so that the environment would be happy.


***


Moje zmiany w życiu wprowadziły mnie na drogę minimalizmu i przeorganizowania wielu obszarów i przestrzeni. Rozpoczęłam od książki Katarzyny Kędzierskiej „CHCIEĆ MNIEJ” i od regularnego czytania jej bloga. Potem doszły inne pozycje Marie Kondo, które pomagały zorganizować kolejne obszary. Pinterest był i jest dla mnie źródłem świetnych inspiracji. Zresztą zawsze to lubiłam robić. Cieszył mnie widok w szafie rzeczy poukładanych kategoriami, kolorami, nawet długością rękawów topów i sukienek.  Zawsze dostosowywałam systemy do rzeczy jakie posiadam, do intuicyjnego używania.

Kiedy pracowałam jeszcze w korporacji – organizowałyśmy z dziewczynami spotkania pt. Szaffing - założyłam grupę na FB, dodałam członków i każda z nas mogła tam publikować rzeczy, które miały znaleźć drugi dom. A ja dodatkowo organizowałam spotkania u siebie w mieszkaniu. Dziewczyny przybywały z torbami ubrań. I albo się wymieniały, albo za ustaloną cenę – sprzedawały ubrania. Część była towarzysko, ale sama idea tych spotkań była bardzo fajna.


Następnie kawałek po kawałku przeglądałam zawartość szuflad i szaf w domu i pozbywałam się rzeczy. Część rozdawałam, część sprzedawałam, a część po prostu wyrzucałam. Uświadomiłam sobie, że miałam sporo tzw. „przydasi” – tj. zostawię, bo PRZYDA SIĘ. Generalnie nigdy te rzeczy się do niczego nie przydawały, a zajmowały tylko miejsce. Torby z ubraniami wędrowały w różne miejsca – starałam się zawsze dopasować rzeczy do osób, którym je przekazywałam, a wcześniej też pytałam, czy się przydadzą.


Kiedy postanowiłam wyprowadzić się z Łodzi do Warszawy, przy pakowaniu całego dobytku w kartony, przeglądałam wszystko i sprawdzałam sama ze sobą czy tych rzeczy chcę jeszcze używać, czy je nadal lubię i chcę, żeby ze mną zostały. Część rzeczy sprzedałam korzystając z OLX, Vinted i wyprzedaży między znajomymi dodając ogłoszenia na moim profilu na FB. A te, które nie zaliczyły się do grupy: zostajesz, lubię Cię, używam – i nie dało się ich sprzedać – rozdałam i utylizowałam.


Mieszkałam w różnych mieszkaniach i zawsze dostosowywałam je do swoich potrzeb organizacyjnie i wizualnie – oczywiście na tyle, ile to było możliwe, bo długo mieszkałam w wynajmowanych mieszkaniach i nie zawsze na wszystko mogłam sobie pozwolić.

Ale mieszkanie w Łodzi, które wynajmowałam od Dominiki i Adriana, mogłam w zasadzie w 100% dostosować do siebie – bo Oni zawsze mówili – rób co potrzebujesz, bo wiemy, że będzie fajnie! I to dawało niesamowitą radość, bo rzeczywiście podobały im się wszystkie zmiany, jakie tam zaprowadziłam.


Z Łodzi powędrowałam do Warszawy. Tam genialne mieszkanie Kasi i Łukasza. Z najlepszą restauracją w budynku. Po Prostu. Śniadania nawet wieczorami :) Mieszkanie miało świetnie zorganozowane przestrzenie do przechowywania, gdzie na nowo sie urządziłam. Zminiliśmy kanapy, ja rozmieściłam swoje dekoracje, kwiaty, zrobiłam kącik do zalegania z książkami i potem służyło jako home office.

W tym czasie nie posiadałam samochodu. Przeprowadzając się do Warszawy zwiększyłam swoje koszty utrzymania nie podwyższając dochodów. Wtedy zmierzyłam się ze swoimi poprzednimi nawykami odnośnie kupowania i posiadania. Zaczęłam definiowac siebie na nowo. Mierząc się z cudzymi przekonaniami na mój temat i tego, że powinnam posiadać samochód. To było trudne, ale jednocześnie uwalniające, bo przestałam czuć powinność. Że powinnam posiadać te wszystkie rzeczy, żeby otoczenie było zadowolone.



Następnie nastąpiła wyprowadzka z Warszawy do…. Belgii.

Wyprowadzałam się z mieszkania w Warszawie stopniowo – zabierając najbardziej potrzebne rzeczy ze sobą i jednocześnie pakując to, co chcę zostawić do nowo zakupionego mieszkania w Warszawie. To była logistyczna układanka. Za każdym razem, kiedy przyjeżdżałam do Warszawy, pakowałam rzeczy i je rozdysponowywałam. Rośliny z balkonu przeprowadziły się do moich przyjaciół, rzeczy, które chciałam zabrać ze sobą albo przewoziłam walizkami, albo samochodem, albo wysyłałam kartony. Wiele rzeczy czeka u moich Rodziców na przewiezienie z powrotem do Warszawy – ale to jeszcze chwilę potrwa. Na szczęście te rzeczy nie przeszkadzają nikomu.

I tu kolejny raz zastosowałam zasadę – to czego nie używam – nie jedzie ze mną.

W Belgii – dostosowywałam szafy do przechowywania moich rzeczy. Na szczęście szafy Ikea dają nieskończoną ilości możliwości, bo można je modyfikować. Dzięki temu zyskiwałam przestrzeń na umieszczenie swoich rzeczy i zorganizowanie przechowywania pomieszczenia po pomieszczeniu. Rozkładam siły na czas, który mogę na to przeznaczyć. I jak biegam ze śrubokrętem po domu zmieniając ułożenie półek – to już to nikogo nie dziwi.

Nadal proces minimalizowania trwa. Zmieniam podejście do wielu kwestii i sama się zmieniam, co warunkuje dalsze działania. W ciągu ubiegłego roku wyjeżdżaliśmy bardzo dużo – związane to było z naszą pracą i wtedy nie mieliśmy możliwości się tym tematem zająć. Zmieniłam też podejście do pakowania się na wyjazdy, ale to temat na oddzielny wątek.

Teraz bez żalu pozbywam się kolejnych rzeczy. Zostawiam tylko to, co chcę, aby zostało. Najbardziej to dotyczy kwestii ubrań – zmieniła zupełnie tryb życia i nie wychodzę codziennie do pracy do korpo i też mój styl ewaluował w czasie. Podążam za tym, z czym czuję się dobrze.

18 views