Search
  • ewelinasobolewska

CZERNIOWIECKA STREET

Updated: May 14



My return to Warsaw led me to Mokotów, to Czerniowiecka Street - to an intimate apartment building, with the unique reception in a building in the city and with Woliński's elevator and with the best owners ever!

This place was about relationships and changes. About friends. A lot has happened in this place, or rather from that moment. In me. In my surroundings.

Somehow in February 2018 I met with Kasia - and a few days after this meeting I was looking at an apartment in Warsaw. I remembered this place because downstairs is the best restaurant under the sun, Po Prostu Art Bistro - where you can have breakfast even in the evening, if you feel like it. And a few steps nearby is the wonderful Królikarnia - where in the summer you can lie on the grass and no one is surprised.

The apartment was empty after the previous tenants who had moved out of it some time ago. At that time, I didn't know 100% if I would move out of Lodz, but all my thoughts were moving in this direction. I was in the process of changing on many levels and turning my life upside down, or rather arranging it. And I made another change. I looked at the apartment, and more or less remembered what was in it, but I remembered the most what I felt there - calm and very cool energy in it and knew that I no longer needed to watch anything else.

Coming back by the evening train from Warsaw to Lodz and wondering what to do, and even though I didn't have everything in my head, I intuitively made the decision to move before all other matters cleared up.

We had settled a date with Kasia when I could move in and started packing. I spread it over two weeks. In the meantime, the apartment in Warsaw has been refreshed - I received white walls for the start, and the furniture which I didn't need found its place downstairs - a magical few m2, serving as my handy magazine.

Packed to the ceiling, on March 24, I went to Warsaw with my friends who helped me bring it all upstairs. I have never seen such a tetris in the car! The packaging itself had several heroes who just took everything down by elevator and arranged this tetris.

Preparing myself for transfer, I only packed what was need to come with me. Earlier I organized a sale of furniture that would not fit there and which I no longer needed. I gave some things to other hands, and some I simply removed. It was a time of verifying myself and attachment to material things and checking where the boundaries are. Clothes also went out - and this was the first stage. In Warsaw I got rid of more. And I wondered if this was my hobby.

In retrospect, I know that I was entering a further stage of minimalism, simplification and non-material things to matter. It did not mean that I reject material things, but I knew that it isn’t the most important thing for me. I focused on my self-development and work on myself and cleaning up what was inside me.

I brought all my stuff and I started to unpack and set up the apartment in my own way. For 3 days I unpacked the most and waited for my brother's arrival with the things I bought. Step by step, this apartment became "mine" in the context of personalization that I could afford in a rented place. I had a great surface with a nice organized storage space.



I put decorative frames and photos on the walls, prepared a corner for lying with books, I created a nice library of books that arrived with me there. The kitchen was a place of my culinary feats for me and my guests. I found myself and my skills there. On the balcony I organized a room extension, where I sometimes fell asleep. It was also my workplace too.


I think I subconsciously chose this apartment because it was minimalist, very well organized and suited me and my habits. And I think this is very important in the places where we live. Not their size but securing our needs. In my case, it was cooking, reading, relaxing at home and outside, home office, a place for my loved ones. Czerniowiecka street took care of me then and gave a new rhythm to my life.

The apartment there was like a balm to me. I felt very well there on many levels. There were very nice people there, with good energy, openness and willingness to help. It was them who in the first days offered help if I needed something.

I lived there for over a year. A lot happened during that time. I faced other people's beliefs about me - that I should do or have something. And I minimized myself piece by piece, leaving the comfort zone many times.

After less than a year, my next move began. For one head and two hands - I bought a lot of these attractions. But I know that they appeared at the right time when I was ready and followed my intuition. This time the distance was a little more than 120 km - one more zero should be added there. I took the absolute minimum with me. Along the way, selling a lot of things, giving them to those who may have benefited from it and joy. For each minimum it will mean something completely different. I took with me documents, clothes that I used most often, of course books - this is my biggest weakness, but I treat them as my development. Sometimes I buy them in bulk and then read. Kitchen equipment, other accessories and home textiles are now staying with my parents and are waiting for ...

For those who are planning to move: take only what you love, what is necessary and necessary. Verify your destination, if it suits your habits and preferences. Do not pay attention to material things - it is fleeting. Create good in new places. Share.



***


Mój powrót do Warszawy zaprowadził mnie na Mokotów, na ulicę Czerniowiecką – do kameralnego apartamentowca, z jedyną taką recepcją budynku w mieście i z windą Wolińskiego i z najlepszymi właścicielami ever!

To miejsce było o relacjach i o zmianach. O przyjaciołach. W tym miejscu, a raczej od tego momentu, wydarzyło się wiele. We mnie. W moim otoczeniu.

Jakoś w lutym 2018 spotkałam się z Kasią i kilka dni po tym spotkaniu oglądałam w mieszkanie w Warszawie. Pamiętałam to miejsce, ponieważ na dole zlokalizowana jest najlepsza pod słońcem restauracja Po Prostu Art. Bistro – gdzie śniadanie można zjeść nawet wieczorem, jeśli tylko ma się na to ochotę. A kilka kroków obok znajduje się cudna Królikarnia – gdzie latem można leżeć na trawie i nikogo to nie dziwi.

Mieszkanie było puste po poprzednich lokatorach, którzy jakiś czas temu się z niego wyprowadzili. Wtedy jeszcze nie wiedziałam na 100%, czy wyprowadzę się z Łodzi, ale wszystkie moje myśli zmierzały w tym kierunku. Byłam w trakcie zmian na wielu płaszczyznach i wywracania życia do góry nogami, a raczej jego układania. I dołożyłam sobie kolejną zmianę. Obejrzałam mieszkanie, mniej więcej zapamiętałam, co w nim było, ale najbardziej zapamiętałam to, że czułam w nim spokój i bardzo fajną energię i wiedziałam, że nie potrzebuję już oglądać niczego innego.

Wracając wieczornym pociągiem z Warszawy do Łodzi i zastanawiając się co zrobić i mimo, że nie wszystko jeszcze miałam poukładane w głowie, intuicyjnie podjęłam decyzję o przeprowadzce zanim wszystkie inne kwestie się wyklarowały.

Ustaliłam z Kasią termin, kiedy będę mogła się wprowadzić i zaczęłam pakowanie. Rozłożyłam to sobie na 2 tygodnie. W międzyczasie mieszkanie w Warszawie zostało odświeżone – otrzymałam na start białe ściany, a meble, których nie potrzebowałam znalazły swoje miejsce na dole – magicznych kilka m2, służących za mój podręczny magazyn.

24 marca spakowana i zapakowana po sufit jechałam do Warszawy z moją Przyjaciółką i znajomym, którzy pomogli mi to wszystko wnieść na górę. Tak ułożonego tetrisa w samochodzie nie widziałam nigdy! Samo pakowanie miało kilku bohaterów, którzy to właśnie zwozili wszystko windą na dół i układali tego tetrisa.


Przygotowując się do przeprowadzki pakowałam tylko to, co miało ze mną jechać. Wcześniej zorganizowałam wyprzedaż mebli, które by tam nie pasowały i których już nie potrzebowałam. Część rzeczy oddałam w inne ręce, a część po prostu usunęłam. To był czas weryfikacji mnie samej i przywiązania do rzeczy i sprawdzania, gdzie są granice. Ubrania również wywędrowywały – i to był pierwszy etap. W Warszawie pozbywałam się kolejnych. I zastanawiałam się, czy to już moje hobby.

Z perspektywy czasu wiem, iż wtedy wchodziłam w dalszy etap minimalizmu, upraszczania i nieprzywiązywania się do materii. Nie oznaczało to, że odrzucam rzeczy materialne, ale wiedziałam, że to nie jest dla mnie najistotniejsze. Skupiłam się na swoim rozwoju i pracy nad sobą i sprzątaniem tego, co mi tam w środku zalega.


Przywiozłam wszystkie swoje graty i zaczęłam się rozpakowywać i ogarniać mieszkanie po swojemu. Przez 3 dni rozpakowałam najwięcej i czekałam na przyjazd mojego Brata z rzeczami, które dokupiłam. Krok po kroku to mieszkanie stawało się „moje” w kontekście personalizacji, na którą mogłam sobie pozwolić w wynajętym mieszkaniu. Miałam do dyspozycji super powierzchnię z fajnie zorganizowanym miejscem do przechowywania.


Umieściłam na ścianach dekoracyjne ramki i zdjęcia, przygotowałam sobie kącik do zalegania z książkami, stworzyłam fajną biblioteczkę z książek, które ze mną tam dotarły. Kuchnia była miejscem moich kulinarnych wyczynów zarówno dla mnie, jak i moich gości. Odnajdywałam tam siebie i swoje umiejętności. Na balkonie zorganizowałam sobie przedłużenie pokoju, gdzie czasami też zasypiałam. Było to również moje miejsce pracy.


Myślę, że podświadomie wybrałam to mieszkanie, ponieważ było minimalistyczne, bardzo dobrze zorganizowane i pasowało do mnie i moich przyzwyczajeń. I uważam, że to jest bardzo ważne w miejscach, w których mieszkamy. Nie ich wielkość, a zabezpieczenie naszych potrzeb. W moim przypadku zaspokoiło: gotowanie, czytanie, odpoczynek w domu i na zewnątrz, domowe biuro, miejsce dla moich bliskich. Czerniowiecka się mną wtedy zaopiekowała i nadała nowy inny rytm mojemu życiu.

Mieszkanie tam było dla mnie balsamem. Czułam się tam bardzo dobrze na wielu płaszczyznach. Byli tam też bardzo fajni ludzie, z dobrą energią, otwartością i chęcią pomocy. To oni w pierwszych dniach zaproponowali pomoc, gdyby czegoś mi było trzeba.

Mieszkałam tam ponad rok. W tym czasie wydarzyło się wiele. Mierzyłam się z cudzymi przekonaniami na mój temat – że coś powinnam zrobić, czy posiadać. A ja minimalizowałam się kawałek po kawałku, wychodząc ze strefy komfortu wiele razy.


Po niespełna roku rozpoczęła się moja kolejna wyprowadzka. Jak na jedną głowę i 2 ręce – to sporo sobie tych atrakcji zafundowałam. Ale wiem, że pojawiały się w odpowiednim czasie, kiedy byłam na nie gotowa i podążałam za moją intuicją. Tym razem ta odległość była trochę większa niż 120 km – należy dodać tam jeszcze jedno zero. Zabrałam ze sobą zupełne minimum. Po drodze sprzedając sporo rzeczy, oddając je tym osobom, które mogły mieć z tego pożytek i radość. Dla każdego minimum będzie oznaczało zupełnie coś innego. Ja zabrałam ze sobą dokumenty, ubrania, których używałam najczęściej, oczywiście książki – to jest moja największa słabość, ale traktuję je jako mój rozwój. Czasami kupuję je w hurtowo i potem czytam. Wyposażenie kuchni, inne akcesoria i tekstylia domowe, przebywają sobie teraz u moich Rodziców i czekają na….

Dla tych, którzy przymierzają się do przeprowadzki: zabierzcie ze sobą tylko to co kochacie, co jest najpotrzebniejsze i niezbędne. Zweryfikujcie docelowe miejsce, czy odpowiada Waszym nawykom i upodobaniom. Nie przywiązujcie uwagi do materii – ona jest ulotna. Twórzcie dobro w nowych miejscach. Dzielcie się.



84 views